życie codzienne

Cuda różnorakie, przez jakie przychodziło mi brnąć w okresie od poprzednich wakacji do tych zasługują na większe omówienie, więc niedługo opiszę, w jaki sposób można nielegalnie za pośrednictwem komornika sądowego ściągnąć od płacącego regularnie faceta nienależne alimenty. Opiszę i załączę dokumenty, ponieważ to granda jest w biały dzień.

Wszystkim znajdującym się w podobnej do mojej sytuacji radzę z całego serca nie trzymać pieniędzy w banku. Absolutnie. To jest niewiarygodne, ale prawdziwe: nie ma znaczenia, czy płacisz, czy nie, bo gdy matka stwierdzi, że nie płacisz, to grozi jej raptem 500zł kary. A dla dobra dziecka nikt tej kary na nią nie nałoży.

Tak, czy inaczej, życie leci dalej swoim torem i zamiast być coraz lepiej, jest coraz gorzej. Oznacza to w praktyce jedynie dalsze zaognienie sytuacji i krwawą rozgrywkę dziećmi, co uważam za niedopuszczalne.

No tak. Ale to chyba tylko ja uważam za niedopuszczalne. I zapłakane wieczorami dzieci, które ze szlochem, łkające muszę tulić, bo mama zabroniła im coś mówić, a one mimo wszystko uważają, że niczego ukrywać przed tatą nie wolno.

Od czerwca, dla polepszenia sytuacji, dzieci zostały wyprowadzone dwa razy dalej ode mnie. Nie, żeby to bardzo daleko było, bo dla mnie odległość nie jest przeszkodą. Chodzi chyba jedynie o to, jaką można odczuć satysfakcję, bliską rytmicznym skurczom podbrzusza, że ojcu czasu starcza jedynie na dojazd do swojego domu, po czym nawet nie zwalniając trzeba zawracać i wieźć dzieci do mamy. Gratulacje.

Ale - jak to stwierdziła sędzina - w samochodzie zawsze mogę sobie przecież pośpiewać z dziećmi.

I tak płynie życie na znoszeniu codziennych złośliwości, a dla dobra dzieci sąd ma wyrąbane. Ot, tak, po prostu.

Zaraz wakacje 2013. Otrzymałem połowę, podobnie jak w zeszłym roku. Najwyraźniej moja tendencja do brania sobie samemu działa znakomicie: matka nie będąc pewna, kiedy sobie sam wezmę dzieci na wakacje, woli to mieć zaplanowane. Tak trzeba działać, bo liczyć na czyjeś dobre serce, czy zrozumienie, to jak liczyć na sprawiedliwość przy ustalaniu kontaktów z dziećmi w sądzie.

Tak więc ojcowie: ani sąd, ani byłe partnerki nie dadzą wam dzieci sami: jeśli trafiliście na tę stronę, to znaczy że jesteście w podobnej sytuacji do mojej.

Jak sami nie zrobicie, to nikt za Was nie zrobi. Należy brać dzieciaki na własną rękę, nie patrzeć na nic, bo potem dziecko przyjdzie (o ile w ogóle) do Was i zapyta:

"Tato, gdzie Ty do cholery byłeś, jak Ciebie potrzebowałam? Czemu pozwoliłeś mamie się wyeliminować?"

I co wtedy powiecie? Że mama zła? Że sąd niedobry? Kiedyś faceci wyciągali colta i załatwiali temat na miejscu.

Dlatego trzeba mieć twarde, włochate jaja, nie przejmować się niepowodzeniami, regularnie odbierać dzieciaki i spędzać z nimi czas. Z nimi, z dziećmi. One mają mieć dzieciństwo, a nie zastraszone słuchać, co mogą mówić, a czego nie. Nie wypytywać je o wszystko i robić wyrzuty. Trzeba dać im odetchnąć.

Czego i sobie życzę ;)

A Was, wytrwałych czytelników, zapraszam do wysłania maila. Pomóżcie.

Share:  Add to Facebook Tweet This Add to Delicious Submit to Digg Stumble This