procedura

Historia toczy się dalej, dni i noce mijają, dzieci rosną, dojrzewają. Zosia skończyła po cichu 5 rok życia, a Zuzia 8-my. Sprawy przed Sądem Okręgowym pędzą pełną parą, choć określenie 'pędzą' jest zgoła przesadzone, raczej czołgają się, a nawet zaryzykowałbym twierdzenie, iż wleczone są po ciernistych krzakach procedury sądowej.

Patrząc sobie na efekty i dokonania Sądów mogę to podsumować tak: matce - alimenty, koniecznie, obowiązkowo i bezapelacyjnie. Wysokość - połowa miesięcznego kosztu utrzymania dzieci. OK.

Ale dzieci są ze mną przez 40% w miesiącu! Eeeetam, nieważne. Ojciec to zawsze nierób, złodziej, oszust, a może i pijak albo i cos jeszcze gorszego, na pewno w dzieci nie inwestuje, na pewno w swoim czasie ich nie utrzymuje. Choć rzeczywistość trochę przeczy tym wyobrażeniom.

Zresztą - alimenty. To tylko pieniądze. Dziś są, jutro ich nie ma (to akurat pewniejsze).

Ja chcę mieć maksimum czasu z moimi dziećmi. No to proszę: sprawa toczy się od czerwca 2011, teraz, nomen-omen, także czerwiec, choć już rok później. I jak to wygląda?

Jak dotąd odbyły się 3 sprawy. O zabezpieczenie. Z mojej, niegodnej, strony wnosiłem o CZAS Z DZIEĆMI, matka dzieci o alimenty. Standard.

Matka dostała alimenty w październiku. Odwołała się, bo za mało. Dostała więcej w marcu. Mimo, iż płaciłem wówczas dodatkowo (ponad kwotę alimentów) sam za przedszkole, zrobiła mi wjazd z komornikiem sądowym na poczet niby-to zaległych alimentów. Standard.

Moje wnioski o zmianę zabezpieczenia co do kontaktów zostają skwitowane słowami sędziny "Pan i tak ma dużo!" i odrzucone z powodu, że bo ponieważ wlaśnie tak. Albo oddalone. Albo odsuwane, że niby RODK ma coś tam ustalić, czy nie zagrażam dzieciom chyba, bo sam nie wiem, co jeszcze może RODK ustalić.

Szanowni... właściwie wszyscy święci: od sądów, kuratorów, rodeków i innych biegłych: gdybym był dla dzieci zagrożeniem, to bym je dawno mógł zarżnąć i poćwiartować w przyznanym mi czasie! 3,5 godziny w dowolny wtorek starczyłoby, żeby je pociąć i ugotować! A co dopiero w weekend!

Czy w tym kraju naprawdę nikt nie może zacząć działać? Czy to zbyt duża odpowiedzialność dla Sądu, podjąć jakąś decyzję?

3 rozprawy o zabezpieczenie od października, a do dziś dnia (2012-06-14) NIE UDAŁO SIĘ USTALIĆ WAKACJI 2012!!! Jedyne, co udaje się ustalić, to NOWE KWOTY ALIMENTÓW (no, ok. i pierwszy tydzień ferii, przyznaję)!

Ludzie kochane! Jaja jak berety :) Moje dzieci szybciej dorosną, niż sądy w Polsce zdecydują o wakacjach, hahahaha :)

SŁÓW SZKODA

życie codzienne
Share:  Add to Facebook Tweet This Add to Delicious Submit to Digg Stumble This