aktualności

"Jestem mamy i taty" - dobra psu i mucha

No nie sposób nie zauważyć, a tym bardziej nie odnieść się do niezwykłej, jak na polskie warunki, kampanii społecznej Pana Rzecznika "Jestem mamy i taty".

Jak może wiecie Rzecznik - jako instytucja - stoi na straży, podejmuje działania, zwraca się o złożenie np. wyjaśnień... i tym podobne: generalnie troszczy się o dzieci.

Warto na początku od razu wspomnieć, iż Rzecznik ma prawo, UWAGA!, do wystąpienia z inicjatywą ustawodawczą. Może wystąpić o wydanie bądź zmianę aktów prawnych. Takie to ciekawostki, między - oczywiście - innymi, może wyczytać ciekawska dusza na stronie http://www.brpd.gov.pl

Po bombardowaniu go z lewa i z prawa (również i z tej mojej małej, niewinnej strony) od kilku lat, Rzecznik budzi się i apeluje do społeczeństwa za pomocą kampanii. Bardzo to słuszne i chwalebne i należą się gromkie brawa, a może nawet i bukiet chryzantemów za nieprawdopodobny trud i wysiłek Pana Rzecznika.

Jak to mawia jeden z sędziów Sądu Apelacyjnego w Gdańsku Rzecznikowi "przysługuje szereg środków prawnych", by móc to i owo.

A trzeba by naprawdę sporo, choć by nie mieszać zbyt dużo wspomnę o jednym. Nie ma definicji dobra dziecka. Dobrem dziecka wyciera sobie gębę każda instytucja, jakiej by nie zapytać, od szkoły począwszy na sądach skończywszy. Brak takiej definicji powoduje, że wszystko, co komukolwiek przyjdzie do głowy może okryć ciepłą pierzyną z napisem "dobro dziecka".

Umieszczanie dziecka jak przedmiot w miejscu zamieszkania matki robione jest "dla dobra dziecka".

Każde sądowe ograniczanie możliwości sprawowania opieki nad dzieckiem przez ojca okraszone jest wyświechtanym frazesem "dla dobra dziecka".

Gdy matka uniemożliwia dziecku kontakt z ojcem, robi to w widoczny sposób "dla dobra dziecka".

Odbieranie dziecka rodzicom z powodu biedy robione jest "dla dobra dziecka".

Każde świństwo i każde łajdactwo robione jest pod sztandarem "dobra dziecka".

Jako obywatel bezpośrednio zaangażowany w trud przekonania społeczeństwa do konieczności przeprowadzenia zmian w obecnym systemie prawnym jestem głęboko rozczarowany taką kampanią.

To za mało!

Rzecznik Praw Dziecka ma w nazwie to, czego ma strzec! To prawa dziecka są jego dobrem. Prawo dziecka do obojga rodziców jest jednym z najbardziej podstawowych jego praw. Od Rzecznika, który ma inicjatywę ustawodawczą, który może zgłaszać, a nawet podejmować działania itp. wymagam więcej.

Powinien podjąć działanie zgłaszając inicjatywę ustawodawczą!

A jeżeli to zbyt trudne, to powinien przeczołgać sędziów sądów rodzinnych przez ciężkie szkolenia, jak należy rozumieć dobro dziecka! "Baczność! Padnij! Dobro dziecka czym jest się pytam Sędzio Sądu Rodzinnego? Jest dobrem dziecka izolować go od rodzica? Dwadzieścia pompek! Czym jest dobro dziecka? Jest dobrem dziecka widzieć rodzica przez 2 godziny w miesiącu? Czterdzieści pompek!"

A kampania "Jestem mamy i taty"?

Hmmm... Cóż począć... Dobra głodnemu psu i mucha.

Dzieci od kampanii nie będą szczęśliwsze, dalej będą w najlepsze poddawane alienacji rodzicielskiej. Ludziska dziwować się będą kampanii, przytakiwać, klaskać. A Rzecznik, jak skończy kadencję, w świetle jupiterów będzie mógł się oburzyć: "Jak to nic nie robiłem!??? A kampania??"

I cześć mu i chwała na wieki. Amen.

<< Wróć do poprzedniej strony

Share:  Add to Facebook Tweet This Add to Delicious Submit to Digg Stumble This